Prestiż na trzy cyje
I choć przed nimi 15-lecie, lider mówi, że musi trochę zwolnić i przytacza chińskie przysłowie o czasie łowienia ryb i czasie suszenia sieci. Zatem przyszłoroczny jubileusz powinien być raczej senny. To ma być okres wyciszenia, szukania nowych pomysłów, powrotu do komponowania... Ale czy to wyciszenie jest możliwe?
Wiosną ubiegłego roku w prestiżowej londyńskiej sali Barbican Center wraz z Michael Nyman Band grali muzykę tego światowej sławy kompozytora. Wieńczyła wieczór owacja 1,5-tysięcznej widowni, wiele bisów oraz radość kompozytora i jego uznanie dla ich gry. Dedykacja na partyturze - "Dla mojego nowego muzycznego odkrycia, czyli Motion Trio" - mówiła to jasno. Potwierdzały opublikowane przez światowe wydawnictwo Chester opracowania muzyki brytyjskiego kompozytora nie tylko z opisem, że to wersja na Michael Nyman Band i Motion Trio, ale i zastrzeżeniem, że bez krakowskiego tria utwory te nie mogą być wykonywane. Parę miesięcy później nagrali z kompozytorem płytę z jego muzyką, w tym ze słynnym tematem z filmu "Piano", ale i kompozycją Wojtarowicza "Silence".
Album z katalogu MN Records trafił ostatnio do dystrybucji amerykańskiej firmy Naxos, w której wydaje płyty i Krzysztof Penderecki... - I tak powoli będziemy chcieli dystrybuować swe płyty, również te poprzednie... Ale tylko dystrybuować, bo wydawać będziemy nadal sami. By mieć bezwzględny wpływ na kształt nagrań - podkreśla lider tria Janusz Wojtarowicz.
Dali też kilka koncertów z tym kompozytorem, jak i jego bandem; i to był chyba ostatni moment - Brytyjczyk odwołał ostatnie koncerty. W słynnej poczdamskiej Nikolaisaal zagrają jego muzykę krakowianie sami. To w tej sali po koncercie tria z Deutsches Filmorchester Babelsberg publiczność biła brawo na stojąco przez 15 minut.
Od stycznia mają i inną ważną bardzo płytę - z transkrypcjami muzyki Chopina - nagraną podczas 16. Festiwalu La Folle Journee w Nantes, podczas którego dali 17 koncertów. Jeden z nich został nagrany. I trafił na płytę. Ukazała się tego samego dnia. Parę miesięcy później oglądali ją także w sklepach m.in. Tokio, bo festiwal ma m.in. i japońską odsłonę. A w czerwcu po raz pierwszy pojawił się i w Warszawie jako Chopin Open; z Motion Trio jako jednym z wykonawców gali otwarcia. I znów ich wersja Chopina na trzy akordeony witana była entuzjastycznie.
I oto płyta Motion Trio z muzyką Chopina ma i polską edycję; od wczoraj jest do nabycia na stronie internetowej zespołu.
- Po tylu już koncertach parę rzeczy bym zmienił, ale na pewno w tym nagraniu jest niezwykła szczerość, pod którą kryje się gigantyczna trema, odczuwaliśmy ją w Nantes, zmotywowała nas tak, że zagraliśmy bez jednej pomyłki... I to pozwoliło wydać płytę. Bo żelazną zasadą tych nagrań, którą narzucił twórca festiwalu Rene Martin jest ich wydawanie bez żadnych korekt - tłumaczy Wojtarowicz.
Wywoływali tak opracowanym Chopinem entuzjazm we Francji i w Japonii, która, jak wiadomo, kocha muzykę naszego twórcy. - W Tokyo Forum Center 1600-osobowa publiczność była zaskoczona, zszokowana, a potem zachwycona - mówi lider MT, który już wie, że w przyszłym roku czeka ich ponowny udział w La Folle Journee tak w Nantes i Japonii, jak i w Warszawie.
Obserwuję tych muzyków i towarzyszę im od ponad 10 lat. Są niezmiennie twórczy, zafascynowani tym, co robią i pełni pa-sji, która od początku przyświeca ich muzyce i idei, by akordeon wprowadzić na muzyczne salony świata. Gdy w 2000 roku otrzymali Grand Prix IV Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. Krzysztofa Pendereckiego tekst o nich zatytułowałem właśnie "Pasja na trzy cyje".
Cyja to i tak eleganckie określenie, bo są jeszcze: zmarszcz, wstyd, kaloryfer i świnia. I wszystkie oznaczają akordeon. A Janusz Wojtarowicz, od kiedy jako chłopak zaczął pod okiem ojca, znakomitego nauczyciela gry na tym instrumencie, poznawać akordeon, nie chciał się wstydzić. Z czasem przerodziło się to w przekonanie, że akordeon należy uczynić instrumentem tak szlachetnym jak skrzypce czy flet.
Nobilitacja akordeonu, wykazanie nieograniczonej gamy jego brzmieniowych możliwości i wykorzystania w każdym gatunku muzyki przyświecały liderowi tria od początku. - Dzięki Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie im. Pendereckiego ten instrument dostał certyfikat jakości, udowodnił, że trio akordeonowe może być tym samym, co kwartet smyczkowy, że ten przez tyle lat pogardzany instrument wcale nie jest gorszy od fortepianu, skrzypiec, klarnetu - mówił mi przed dekadą. I wspomniał o marzeniu - występie w Carnegie Hall. Dawał sobie na to 10 lat. Osiągnął cel po siedmiu. Dwie owacje na stojąco i bis uskrzydliły trio nie tylko na ten wieczór.
Grając w wypełnionej Zankel Hall - drugiej co do wielkości sali Carnegie Hall - dedykowali koncert pamięci Andrzeja Krzanowskiego, największego polskiego akordeonisty-kompozytora.
Bo równie ważna jest pisana z myślą o akordeonie muzyka. A tej brakuje. I dlatego tak istotne są jej opracowania na akordeon. I to właśnie muzyki różnych twórców - od Chopina poprzez minimal music Nymana, po Pendereckiego. Lider MT z dumą pokazuje świeże pismo, jakie dostał ze światowego wydawnictwa Schott Music, że maestro Krzysztof Penderecki wyraził zgodę, by jego kompozycja "Chaconne" (znana z filmu "Katyń") została opracowana na trzy akordeony przez Janusza Wojtarowicza.
Od paru lat trio gra też "Orawę" Wojciecha Kilara; i niezmiennie wywołuje nią euforię.
- To są dla akordeonu fakty niezwykle znaczące, bo powiększają niewielką wciąż literaturę muzyczną. A im więcej dzieł liczących się kompozytorów zaistnieje w brzmieniu akordeonowym, tym większe będą szanse, że twórcy będą pisać z na ten instrument - akcentuje Wojtarowicz, któremu marzy się płyta z utworami Pendereckiego, Sofii Gubajduliny, Arvo Pärta czy Tōru Takemitsu.
Teraz lider MT ma nową ideę - bynajmniej nie fixe - by hasło "trio akordeonowe" oznaczające klasyczny zespół wykonawców znalazło się w światowych słownikach muzycznych, z oxfordzkim włącznie. Ogłosił to w kwietniu 2009 studentom Royal Academy of Music.
Od lat zażywają sławy (bardziej w świecie niż w kraju); są zapraszani na festiwale jazzowe, rockowe, muzyki współczesnej, jak i world music. Bo od początku pragną, by nie przyklejono im etykietki. W Kanadzie i w Warszawie wystąpili z Bobby McFerrinem, na szwedzkim Urkurt Festival grali obok etnicznych grup z Afryki, Pakistanu czy Indii, na Lowlands Festival do Holandii zostali zaproszeni w gronie takich wykonawców, jak: Apocalyptica, The Prodigy, Nick Cave, Marilyn Manson czy Morcheeba, a z kolei na niemieckim Parkmusic muzyka członków Motion Tria brzmiała pomiędzy kompozycjami Karlheinza Stockhausena czy Janisa Xenakisa. W Carnegie Hall grali utwory Pendereckiego i Henryka Mikołaja Góreckiego, i swoje.
Zresztą utwory Wojtarowicza, Marcina Gałażyna i Pawła Baranka też wpisują się w odmienne estetyki. Wystarczy posłuchać ich płyty "Metropolis", łączącej wpływy baroku, Szostakowicza, Strawińskiego i elementy transowej muzyki klubowej.
- To wszystko wpisuje się w szeroką muzykę Motion Tria. I potwierdza tę uznaną prawdę, że muzyka jest albo dobra, albo zła - dodaje lider. I daje przykład Kronos Quartetu, który też nie jest klasycznym kwartetem smyczkowym, a jest najbardziej znany na świecie.
Ta różnorodność jest siłą tria, które mogłoby dawać codziennie inny koncert: to z orkiestrą symfoniczną w ramach projektu Motion Symphony, to z ponad 20-osobową młodzieżową orkiestrą akordeonową z Koszalina - jak ongiś w Lille czy ostatnio w Krakowie, to z bandem Nymana, to recital Chopinowski, to muzyki poważnej innych kompozytorów, to wreszcie utworów członków tria...
"Trio polskich akordeonistów drwi ze wszelkich przyzwyczajeń i tradycyjnego sposobu gry na akordeonie, przenosi instrument w przyszłość bez jakichkolwiek efektów elektronicznych" - ocenił krytyk "Le Monde".
Dobrali się idealnie i tak też się dopełniają. - Ja nie zagrałbym tego, co zagra "Rudy", ani tego, co "Dzidek", z kolei oni nie zagraliby tego, co ja. Ale jeśli idzie o sprawy techniczne, o umiejętność gry, na pewno są ode mnie lepsi. I możesz to napisać... - mówi lider. Ale to on podejmuje ostateczne decyzje, on jest mózgiem i kreatorem oblicza tria. - Myślę, że tak jest wygodniej...
Spotkali się w krakowskiej Akademii Muzycznej.
Wojtarowicz najstarszy, pochodzący z Rabki, zaczął grać na akordeonie, mając siedem lat. Teraz skończył 39.
Marcin Gałażyn (czyli z powodu koloru potężnej koafiury "Rudy") zaczął grać w domu w Augustowie na Mazurach jako 6-latek. Czyli gra już 29 lat. Do zespołu dołączył najpóźniej - w 1999 roku.
Wreszcie Paweł Baranek; akordeon wziął do rąk w rodzimym Kozłowie (20 km od Miechowa) jako 10-latek, rok później wybrał instrument guzikowy, który do dziś chwali, podobnie jak Gałażyn. Jako jedyny ma dyplom z wyróżnieniem. Najmłodszy. - Ma 33 lata, a już grał 34 krajach... - rzuca Janusz.
Są nie tylko przyjaciółmi, ale niemal braćmi; jednego by zabrakło i już by to nie było Motion Trio...
Powiązało ich wspólne pojmowanie muzyki, jak i, zwłaszcza Wojtarowicza i Gałażyna, parę lat grania na ulicach i placach Europy. Rozmaicie bywało, także głodno i chłodno. Dobrze pamiętają, jak snuli się po Wiedniu, by znaleźć jakiś kąt, bo już nie mieli ani na tani nocleg, ani na powrót do Polski.
Świadectwem tamtych lat jest płyta "Pictures From The Street", najlepiej sprzedający się album MT, obecny w sklepach ponad 30 krajów.
Teraz już nie muszą grać na ulicy, ani rozplakatowywać koncertów na słupach, a robili tak jeszcze, będąc laureatami wspomnianego Grand Prix. Dając 80-90 koncertów rocznie, głównie za granicą, już mogą być spokojni o byt.
26.06.2010





